Fajerwerki sukcesu a strach i łzy

fajerwerki-udało-się-działaj

Kiedy wczoraj opublikowałam na Facebooku i Instagramie notkę o moim sukcesie, nie spodziewałam się, że dostanę aż tyle dobrych komentarzy. Matko, jaka to jest energia. Nie doceniałam tego, dopóki nie dostałam. WOW, DZIĘKUJĘ. Obudziłam się dziś z taką niesamowitą wewnętrzną siłą i poczuciem, że jestem na dobrej drodze. Dobrze mi! A na dodatek, mam życzliwe słowa innych i to jeszcze od osób, których nie znam. Ludzie, to jest wystrzałowe.

Wiem, że zaniedbałam swoich odbiorców, brakiem swoich popapranych myśli (urosłam w piórka co? :)). Ale czasem musisz coś wybrać. Doba jest zdecydowanie za krótka i ja się w niej przestaję mieścić. Wiem, przytyłam 😉 przestałam ćwiczyć i moje i tak już szerokie biodra, jeszcze bardziej się rozeszły. Ale co tam. Najwyżej będę chodzić bokiem. Na razie chodzę na rzęsach, bo poziom snu, odpoczynku jest bardzo niski. A wiadomo, że jak ktoś jest obolały od środka i to jeszcze w głowie jak ja, to choćby chciał to od tak nie odpocznie.

 

Mój sukces okazał się szybszy niż się go spodziewałam. E, nie wiem czy ja go w ogóle chciałam. Paradoks co? Jeśli chodzi o moje własne sprawy, bywam ich pełna. Zresztą wiecie już od dawna, że jestem jaka jestem. Ja przynajmniej już z tym nie walczę. Przyjmuję to i uczę się.

6 miesięcy poświęciłam na przygotowanie swoje marzenia. 3 ostatnie totalnie się im oddałam. 24 godziny na dobę przetwarzałam, pracowałam, tworzyłam, płakałam, śmiałam się. Wszystkiego po trochu. Pamiętacie mój wpis o strefie strachu i nicości? Link tu Strach – mój przyrodni brat. W każdym razie był to mój cel i marzenie od wielu, wielu lat. Teraz udało mi się je zrealizować. Niesamowite – chyba to słowo się tu dziś często powtarza. Trudno.

Zrobiłam to. Najpierw się przygotowałam, przynajmniej na tyle na ile umiałam, bo wszystkiego nie przewidzisz. Potem wdrożyłam. A potem patrzyłam i robiłam swoje. Powiem Wam, nie było to łatwe. Wręcz przeciwnie. Jeszcze w poniedziałek rano, wstałam, odczytałam wiadomości i płakałam. Płakałam, bo ludzie bywają wstrętni!

Powszechnie wiadomo, że najlepiej siedzieć za szklanym ekranem, wbijać klawisze i komentować do woli, tak jak ślinka na język przyniesie. Jednak mało kto, zastanowi się jak ta druga osoba to odbierze, co czuje, jaka była jej intencja. Wiecie dlaczego? Bo łatwiej jest wyrzygać własne frustracje na innych, nie zastanawiając się nad drugą stroną. Ja tego właśnie doświadczyłam!

Przeczytałam komentarze typu: sprawdź to zdjęcie, popraw je, ten tekst jest głupi, za długi, nędzny człowiek, ja bym to zrobiła inaczej, to nie przejdzie, dlaczego to zrobiłaś tak a nie tak.

A moje ulubione to: wiesz ładnie, ładnie ale ja bym zrobiła to tak i zmieniła to tu na takie/śmakie.

 

Serio? Ludzie!!!!?

 

Czy ktoś zastanowił się ile mnie to kosztowało by wyjść ze swojej strefy komfortu i strachu by zdecydować się na nowy krok?

Czy wiesz ile pracy włożyłam by cokolwiek przygotować? Wiesz ile godzin, nieprzespanych nocy, łez?

Czy ja prosiłam Cię o ocenę czy to jest dobrze czy nie?

Czy ja do czegoś potrzebuję Twojego komentarza? Czy żebram o lajki?

Czy Twój komentarz jest pozytywny czy negatywny? Napisałeś go, przeczytałeś i zastanowiłeś się zanim kliknąłeś ENTER?

Czy ten komentarz nie obrazuje czasem Twojej zazdrości, że ja ruszyłam a Ty stoisz w miejscu?

Czy znasz podłoże swojej frustracji jaką wylałeś na mnie?

Czy umiesz być, po prostu BYĆ moim wsparciem?

Czy potrafisz powiedzieć coś pozytywnego bez drugiej części zdania?

 

Wiecie, ja lubię konstruktywną krytykę, bo ona mnie uczy. Lubię też pomoc innych, ale są jej pewne granice. Ale jak ktoś pisze coś od rzeczy, byle mi wbić szpilę to moja intuicja mnie nie zawodzi. Od razu widzę i czuję z czym ta osoba ma problemik. Jeśli jednak któraś osoba z kolei, mówi mi co muszę poprawić, bo to musi być inaczej, tracę chęci do życia i wiarę w to co robię. Ulżyło mi jak to wydusiłam z siebie.

 

Moja Druga Połówka powtarza mi:z biegiem czasu skóra Ci się wzmocni i będziesz już na to odporna. Nie bierz tego na i do siebie”. Mądry człowiek z niego. Wie, co przeszłam by to zrobić. Nie wiem czy mu się kiedyś odwdzięczę. To największa siła jaką mam. Przyznaję, czerpię z niej. Od lat mi mówi: idź po swoje i rób jak Ty chcesz.

Niestety, nie od wszystkich ludzi tego doświadczyłam. Zaskoczyło mnie także, jak od wielu, od których się spodziewałam – nie otrzymałam. Wiem, miałam nie oczekiwać niczego! Nie umiem jeszcze tego, nie na tym poziomie. To mi dało obraz, jakimi ludźmi się otaczam. Na dwóch rękach policzę, kto dał mi prawdziwe, szczere wsparcie. Kto mówił i pisał szczerze. Kto był, a nie radził. Kto moją podporą, a kto mądralą. To ogromna różnica. I ja rozumiem teraz, jaką to ma wartość. Oczywiście, nie wszyscy to źli ludzie. Sami zmagają się z własnymi problemami.

Jednak ja też wiem, że nadajemy na zupełnie innym poziomie. A ja kroku w tył nie zamierzam już robić.

 

Teraz czeka mnie wytężona praca. Udało mi się, pierwszą laurkę za starania dostałam. Znaczy, że było warto. Znaczy, że warto nadal iść. Znaczy, że moja droga jest dobra, bo moja! Strachy są i będą. Krytyka pewnie też. Ale ja już wiem, że najważniejsze to się nie poddawać.

 

Można popłakać, przełknąć ślinę, poprawić koronę, piersi do przodu i dawaj!

 

Przy moim biurku pracy wisi kartka z cytatami, pomagają mi od miesięcy. Ja lecę dalej działać.  Zostawiam Ci ją tu poniżej. Może i Tobie się przyda 🙂 miłego!

 

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *