Myśl co chcesz, ja nie będę więcej za TO przepraszać!

przepraszam-poczucie-własnej-wartości-życie-nowe

Przedświąteczna aura sprawiła, że jestem totalnie „rozbuchana” emocjonalnie! Mi w trakcie świąt odpocząć się nie udało. Wiecie już przecież, że ja od tak nie odpoczywam. Mi zajmuje trochę czasu wyłączenie głowy i oddanie się chwili relaksu. No, tym razem nie zdążyłam nawet zacząć wyłączać! Przy pełnym domu, trudno mówić o relaksie. Hałas robi swoje. Nawet ten dobry hałas z dobrą wesołą energią. Dla osoby, która walczy z osiągnięciem nirwany w sobie i uspokojeniem emocji – to nawet dobry hałas bywa zgubny. A skoro moja małpa zabrała mi możliwość użycia przycisku wyłącz głowę to rzeczy nie dzieją się od tak. Zatem trudno oczekiwać, że kiedy wieczorem mam chwilę na relaks, nastąpi to od tak, po prostu.

Mam taką myśl od 3 dni, która mnie nie opuszcza. Banalna i oczywista. Zupełnie przypadkiem wpadła mi do głowy. Jakoś przypadkiem, przy okazji zawodowego zdarzenia z Wielkiego Piątku. Uderzyła mnie tak, że ewidentnie poleciała cała fala. Tak trzyma mnie do dziś. I kiedy dziś popołudniem nastąpiła cisza wokół, ona nadal jest. Wsłuchuję się w nią i zastanawiam się jak wprowadzić ją w życie.

JA MUSZĘ PRZESTAĆ PRZEPRASZAĆ!

Kurna, ja większość swojego życia PRZEPRASZAM! To bywa potwornie wkurzające. Zrobiłam sobie przez te minione dni swój życiowy rachunek sumienia i okazuje się, że jestem mistrzynią przepraszania. I to niezłą. Tylko chwila! Mówię o przepraszaniu, za to że jestem, istnieję, co uważam, jak uważam, co robię, jak robię i jakie mam podejście! Hello????
W domu musiałam żyć w bezdechu i strachu. To jaka jestem teraz ma ogromne podłoże w tym co było kiedyś. Do dziś czuję stres, kiedy myślę o pewnych rzeczach. Ale cokolwiek wspomnę, wiem że musiałam wiecznie przepraszać. I mój wiek nie miał tu żadnego znaczenia. Trzeba było tak mówić, choć i to nie dawało gwarancji ochrony przed „laniem”. Laniem w cudzysłowie jest celowe, bo trudno by to dziś było nazwać laniem, bardziej znęcaniem się.
W szkole każdy się ze mnie śmiał. Byłam biedną, zdaną na innych pomoc dziewczynką, która w klasie czuła się jak wyklęte zło. Kiedy powstała potrzeba zrzutki klasowej na wsparcie rodziny ja miałam ochotę chodzić z kubłem na głowie, byleby być niewidzialną. Bo: tej biedocie zawsze trzeba pomagać – słyszałam. To jest niesprawiedliwe. Oj jak to było niesprawiedliwe dla mnie! A mimo to, przepraszać nadal musiałam JA.
W dorosłym dziś życiu, wciąż mam poczucie, że to ja muszę przepraszać – bo inaczej świat nie będzie mnie akceptował. Bo inaczej nie osiągnę nic, nie dostanę nic, nikt nie będzie mnie akceptował. Sprawa kłopotliwa czy trudna nie rozwiąże się dopóki ja nie przeproszę. A co jeśli ja nie czuję się winna? Nadal mam przepraszać? Co za bezsens!

Wiem, że jestem inna. Fajnie! Trzeba być innym. Wierzę, że dobrym jest bycie innym czyli sobą. Bo bycie sobą to po prostu stwierdzenie: moje JA żyje! Dzięki mojemu JA oddycham, funkcjonuję, przetwarzam, idę do przodu. Jak bez JA można funkcjonować? Problem polega jednak na tym, że stan naszego poczucia własnej wartości, wielokrotnie zaburza nam nasze normalne JA. A poczucie własnej wartości jest podłożem potrzeby przepraszania. Choć może nie potrzeby – nakazu! A skoro moje JA jest zaburzone przez poczucie własnej wartości to nałogowo przepraszam.

A za co przepraszam najczęściej, oto krótka lista, ale uwierzcie mi z pokaźną ilością przykładów:

  1. Za moje własne zdanie – bo po wielokroć jest ono inne niż pozostałych.
  2. Za przekonania – bo moje zawierzenia nie są zgodne z innymi.
  3. Za pójście własną drogą – to moje ulubione, bo chodzę od lat inaczej niż wszyscy wokół, a ludzie wciąż postępują podobnie – odwracają się! Bo własna droga jest ogólnie przyjętym złem – bo jak śmiesz być takim egoistycznym człowiekiem!
  4. Za to kim jestem, jak żyję, co mam i co osiągnęłam – moje JA tylko z całą wartością dodaną, tym co sama sobie wypracowałam. A ja wciąż przepraszam za co mam i co osiągnęłam, zwłaszcza materialnie!

I wiecie co, ja już nie chcę przepraszać! Moje JA mówi temu NIE!

Jestem odmieńcem – bo przecież piszę bloga o swoich myślach. Subiektywnych myślach. Ale kto może pisać takie rzeczy, przecież to się ani nie sprzedaje jak gotowanie ani nie jest popularne.

Jestem sobą – dlaczego ja nadal mam za to przepraszać, tłumaczyć się, opowiadać historyjki wyjaśniające? Uwielbiam odbierać wiadomości typu: coś Ty znowu wymyśliła? A co ku..a nie mogę? Bo to jest niezgodne z tobą, tak? Ale może zapytaj mnie wcześniej czy jest zgodne ze mną? To się bardziej liczy!

Jestem emocjonalna – to jeśli kogoś nie niszczę, nie zabijam, nie kradnę to za bycie prawdziwą w swoich słowach, emocjach i czynach, mam się usprawiedliwiać? Ja już nie chcę robić tego co wypada w życiu! 30 lat tak było! Chcę żyć, mówić, klnąć i być taka jaką chcę. Kto ma prawo mi to odbierać?

Jestem bezpośrednia – bo kiedy czuję, że naruszasz normy dobrego smaku, zasad albo mnie krzywdzisz to powiem Ci to otwartym tekstem, tak jak czuję. O tak, tobie się to nie spodoba. Ale to nie mój problem. Jeśli tego nie potrafisz zrozumieć, to ja już nie chcę się kajać.

Chcę być spełniona i będę! – choćbym miała stanąć na przekór wszystkim i wszystkiemu. Nie chcę się dać więcej tłamsić w życiu, dostosowywać do innych, mówić co inni chcą usłyszeć, robić co inni chcą. Chcę żyć tak jak chcę. Mój świat jest nad wyraz skomplikowany i każdego dnia mierzę się z nim sama! Często ponad moje siły. Dlaczego zatem mam nie żyć wg moich reguł i pragnień?

Wiem, jaki ładunek emocji, stresu i złości ma w sobie taki tekst jak ten dziś. Ale tak właśnie czuję. Nie będę za niego przepraszać 😉 Wydaje mi się, że przełomowy moment dla mnie samej, w jakim obecnie jestem – tego wymaga i moje JA właśnie tego potrzebuje. Wierzę, że on pomoże jeszcze komuś, nie tylko mi. Myślę też sobie, że kształty mojego przepraszam stały się odzwierciedleniem bagażu jaki wzięłam na swoje barki. Ciężkiego bagażu, który dźwigam nie za siebie. A którym krzywdzę najbliższą mi osobę – SIEBIE. Mam już go serdecznie dosyć i myślę, że czas tą walizkę wysłać w jasną cholerę!

Udostępnij

Comments

  1. Podoba mi się to co napisałaś. Pomyślałam tylko: boże, to jeszcze są ludzie z podobnymi problemami do moich i jednocześnie buntujący się i chcący życ po swojemu? Dzięki bogu są… Pozdrawiam Cię!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *