Stereotyp kochanki – jak śmierć kochanka zaczyna ten gorszy rozdział

Śmierć-kochanka-druga-połówka-ja-żyć-rodzina

Dziś myślami jestem z osobą, która przeżywa niebywały ból i cierpi w ciszy. To okrutne co ją spotkało. Nie tylko dotknęła ją śmierć najbliższej osoby, ale i cały chłam obrzydliwych pomyj, jakie inni ludzie na nią wylali. A dla niej to nie koniec tej opowieści. Nie zamknęła się z wiekiem trumny. Jego trumny, bo on odszedł i już go nie będzie.

Para dwojga ludzi. Oboje po przejściach. Poznają się, początkowo tylko pracują. Z biegiem czasu zdają sobie sprawę jak wiele ich łączy. Zakochują się w sobie. Podejmują decyzję, że spróbują być razem. Choć każde z nich wnosi bagaż nie tylko doświadczeń, ale i dodatek w postaci innych osób. Każde w trakcie małżeństw, które de facto istnieją tylko na papierze. Oboje od dawna, mieszkają w innych domach niż swoi ślubni małżonkowie. Tamto rozpadło się zanim jeszcze zdali sobie sprawę, że między nimi może cokolwiek być. Nie zakładali, że tak szybko zdarzy się im zakochać. Przecież jeszcze się nie pozbierali.

Po dwóch latach wspólnego życia, dobrego życia – dopada ich tragedia. On ginie w wypadku samochodowym. Jakiś baran bawił się komórką podczas jazdy i zjechał z drogi. On, po tygodniu walki o życie – umiera. Koniec. Nie ma człowieka. Smutne to za mało powiedziane.

Dziś, gdzieś na cmentarzu nastąpiło ostatnie pożegnanie. Ona stojąca w oddali, ukradkiem spogląda i modli się by w duchu powiedzieć mu: żegnaj.

Dlaczego ona stoi z boku? Dlaczego ukradkiem? Dlaczego to dopiero początek jej batalii?

A tu zaczyna się już inna historia i by ją opowiedzieć ze zrozumieniem, należy wrócić do jej początku. Kiedy oboje odchodzili od swoich ślubnych, on kupił nowe mieszkanie. A gdy zdecydowali się na bycie razem, ona opuściła swoje i wprowadziła się do jego. Urządzili go od zera – razem, wspólnie. Aby było sprawiedliwie, zdecydowali, że skoro to jego mieszkanie, to ona go urządzi. Taki podział finansowy, by czuli się swobodnie, że nie chodzi w nim tylko o kasę. Niestety, nie zdążyli sformalizować prawnie wspólnoty tego mieszkania, tak jak i skończyć swoich rozwodów. Mieli pecha, bo ich byłe drugie strony, skutecznie przez dwa lata to utrudniały.

I ta kobieta, stojąca dziś na cmentarzu ukradkiem – została z niczym. Bez faceta i bez mieszkania, o pamiątkach wspólnych już nie wspomnę. Prawo w takich wypadkach jest bezlitosne. Nie ma cię w papierach, nie ma cię w ogóle. Nie jesteś formalnie żoną – nie masz do niczego prawa. Nie masz rozwodu – jesteś tylko kochanką/kochankiem.

Dlaczego to wszystko piszę? Bo ja doskonale rozumiem, co ta kobieta przeżywa w tym momencie. Choć wróć – STOP – ja takiej śmierci nie zaznałam! Ale wiem jak czuje się przysłowiowa kochanka czy konkubentka i jak to jest być tak traktowanym przez najbliższe otoczenie drugiej strony.

 

Jako kochanka jesteś traktowana jako człowiek drugiej kategorii. Jako kobieta, która łapie facetów na kasę. Jako szmata machająca tyłkiem by złapać gościa na kasę. Jako pani nikt, którą można pomiatać, bluzgać i mówić o niej najgorszymi słowami. Nie jesteś akceptowanym przez otoczenie. Wytykanym palcami: to ta kochanka. To ta, co odebrała tamtej męża. To TA – ale ona się nie liczy, bo przecież nie może nic.

 

Formalnie, może i tak. Sorry, takie mamy prawo. Duchowo/uczuciowo – NIE! Nie znamy prawdziwej historii takich ludzi. Nie wiem, kiedy małżeństwo się tak naprawdę skończyło. Co się stało, że się rozeszli. A może powód rozejścia jest inny niż wszyscy uważają.  A może ludzie wokół tak naprawdę nic o nich nie wiedzą – przecież się nie chwalą. Być może wina leży po drugiej stronie konfliktu. A wiesz czemu nadal rozwód nie został sfinalizowany. Dlaczego ona nadal jest tą kochanką. Czego pragnęli, o czym marzyli, czy byli szczęśliwi?

 

Przyzwyczailiśmy się do stereotypu, że kochanka ukradła innej męża, a konkubentka to notoryczna patologia.

Jest nam wygodnie tak spoglądać na innych, bo jakże łatwiej z góry założyć stare, utarte schematy.

To łatwiejsze niż wysilić się, by spojrzeć na drugiego przychylnym okiem.

 

Czuję dziś żal i smutek, że podwójna trauma jaka spotkała tą kobietę jeszcze się nie skończyła. To nie tylko pogodzenie się ze stratą ukochanej osoby. Śmierci, która przyszła nagle i nie z własnej winy. To jeszcze czuję emocjonalnie czołganie na jakie jest skazana by odzyskać co swoje. Do czego ma emocjonalne prawo. Ale prawa formalnego już nie, bo jest przecież żona, która zagarnie wszystko materialne i uczuciowo ważne dla tej ich miłości. A przecież teraz trzeba przeczołgać tą drugą, za to, że dała jemu to czego sama nie umiała lub nie chciała. Eh…

 

Chcę zwrócić uwagę na te różnice, które w naszym zawistnym świecie są niedostrzegane. Pokazać, że oceniamy powierzchownie. Dać do myślenia, że nie wszyscy z góry są źli. Podpowiedzieć, że poznaj zanim rzucisz kamieniem. Wysłuchaj zanim zdecydujesz po której stronie medalu stajesz. Wesprzyj, bo nigdy nie wiesz czy przypadkiem kiedyś sam nie staniesz w takiej sytuacji. Wyciągnij dłoń, bo może ona ma uczucia, wiarę i miłość – której nawet jeśli nie rozumiesz – nie masz prawa jej odebrać!

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *